Greg Hancock: Jeszcze nie czas na zakończenie kariery

Ma 44 lata, w sobotę może po raz trzeci w karierze zostać mistrzem świata, ale mówi, że jeszcze nie czas na zakończenie kariery. O kim mowa? Oczywiście o Gregu Hancocku.

Prowadzący w punktacji generalnej żużlowej Grand Prix Amerykanin jest najstarszym zawodnikiem tego cyklu lecz uważa, że w tym sporcie wiek nie ma znaczenia, a wieloletnie doświadczenie pomaga wygrywać.  

Reklama

- Mam bardzo dużo żużlowej iskry w sobie, więc jeszcze nie nadszedł czas na zakończenie kariery - powiedział w rozmowie z duńską agencja prasową Ritzau.

- Ten 44-letni żużlowiec, który w sobotę w Toruniu może zdobyć trzeci tytuł mistrza świata, jest żywą legendą i obecnym prezydentem tego sportu i poza tym, że jest najstarszym, jest również zawodnikiem, który startował w aż 178 (z 179) zawodach Grand Prix, przeprowadzonych od początku cyklu w 1995 roku i wycofał się tylko raz, 3 września w Vojens z powodu kontuzji dłoni. Podczas GP Łotwy w sierpniu w Daugavpils przekroczył niewiarygodną wręcz liczbę 1000 biegów tego cyklu - skomentowała Ritzau.

W wywiadzie udzielonym szwedzkiemu dziennikowi "Aftonbladet" Hancock stwierdził, że wiek w żużlu nie ma większego znaczenia: "jeżeli zawodnik czuje się dobrze psychicznie, posiada iskrę, fantazję i motywację do walki to jeździ. Wiek nie przeszkadza jak w innych sportach, a wręcz pomaga, ponieważ czym zawodnik jest starszy, tym więcej posiada rutyny, dzięki zakodowanym tysiącom sytuacji na torze".

- Moja głowa jest zdecydowanie młodsza niż ciało i przestanę startować dopiero wtedy gdy uznam, że nie mam już szans na kolejny tytuł mistrza świata. Żużel to moje życie. Po raz pierwszy siedziałem na motocyklu w wieku siedmiu lat, a kiedy będzie ostatni, nie wiem. Nadal budzę się codziennie ze świadomością, że jestem w stanie wygrać z każdym, i to mnie napędza psychicznie i motywuje - podkreślił.

Mistrz świata z 1997 i 2011 roku, wicemistrz w 2006 roku i brązowy medalista w latach 1996 , 2004 i 2012 podczas sezonu mieszka w Hallstavik pod Sztokholmem, gdzie siedzibę ma klub Rospiggarna, w którego barwach startował w latach 1995-2009. Obecnie reprezentuje Piraterna.

Znany z dobrego humoru i sympatycznego zachowania żużlowiec nazywany jest w Szwecji, zarówno przez działaczy jak i media, "szwedzkim Amerykaninem" i "Mr Nice Guy".

- Z wiekiem każdy człowiek się uspakaja. Kiedy byłem młodszy kłóciłem się z rywalami, wyzywałem sędziów i mechaników i rzucałem narzędziami w parku maszynowym. Teraz wszystko traktuję na spokojnie ponieważ wybuchy nerwów dekoncentrują i odwracają uwagę od tego co jest istotne od dobrej jazdy - powiedział Hancock.

W Hallstavik mieszka z żoną Jennie i trzema synami Wilburem, Billem i Karlem. Zimę zwykle spędza w Costa Mesa w Kaliforni skąd pochodzi.

- Bardzo ważną podstawą sukcesów jest udane życie prywatne. W moim domu codziennie rano pachnie świeżą kawą i jest to zapach bezpieczeństwa. Jestem zadowolony z życia, mam wspaniałą rodzinę, dobrych przyjaciół i świetny zawód, który kocham. Cóż więcej można chcieć - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat: Greg Hancock | żużel | Grand Prix na żużlu

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje