Zostań Legendą - Magiczny weekend w Danii

To był mój debiut w Horsens. Przed rokiem nie pracowałam w tej, nowej dla cyklu Grand Prix, lokalizacji i zupełnie nie miałam zdania na temat miasta, obiektu, toru, itd. Pamiętałam jednak swoje zdziwienie, gdy włączyłam transmisję i nie do końca wierzyłam, że rzecz dzieje się w Danii - wspomina pasjonatka żużla Daria Kabała.

Wszystkie multimedia zostały zrobione telefonem Samsung Galaxy S7

Reklama

Wypełniony po brzegi stadion, pełni entuzjazmu kibice i jak krótki tak zachęcający “torek". Ostatniej soboty zobaczyłam to i poczułam na własnej skórze. Tak, dzięki turniejowi w Horsens duński żużel w wydaniu GP zyskał nową jakość.

Ci kibice czuli zapewne to samo. Na ostatnie trzy kwadranse przed rozpoczęciem zawodów chcieli być jak najbliżej swoich ulubieńców. I pewnie wiele by dali, by choć na chwilę znaleźć się w parku maszyn. W jeszcze spokojnym, niezwykle skoncentrowanym, ale już szczęśliwym towarzystwie. Mechanicy, bo o ich ‘szczęściu’ to mówię. W czasie, gdy żużlowcy mają jeszcze prawo czuć podenerwowanie, ich teamy odzyskują ‘radość z życia’. Dla nich najtrudniejszy czas to czas oczekiwania. Często od nich słyszę, że najbardziej męcząca jest bezczynność. No to wreszcie można działać!

W teamie Maćka Janowskiego jak zwykle spokój. Już za chwilę się okaże, jak pięknie się ten spokój przekłada na wynik. Piotr “Father" Janowski, Wojtek “Wojtas" Janowski, Krzysztof “Kris" Janowski i Marcin “Klepa" Kiepuszewski. Gdyby kiedyś zorganizowano konkurs na team idealny to zespół Magica z pewnością byłby w światowej czołówce!

Syndrom ‘białego palca’ to oczywiście nie efekt zbyt mocnych braw... Ale to już o żużlu na pewno wiecie! Nie wszystkim Polakom szło w tych zawodach koncertowo, jednak żużel był to co najmniej ciekawy, no i efekt na miarę naszych oczekiwań. :­) Sam Magic pewnie przyzna, iż historia z pierwszej odsłony biegu finałowego była dla niego jak prezent. Czas dla sztabu medycznego to także cenne minuty dla chłopców odpowiedzialnych za przygotowanie motocykla. Wtedy wszystko dzieje się w przyspieszonym tempie.

A zawodnik? Niespiesznie maszerując do parku maszyn ma chwilę, by zobaczyć reakcję rywala i przeanalizować wszystkie powtórki zdarzenia... Szansy numer dwa Magic nie zmarnował! A jak się przy tym ścigał z Chrisem Holderem?!

Poezja!

PS. Uwielbiam, kiedy uzasadnione jest użycie czasownika ‘ścigać się’. W erze twardych torów na turnieje Grand Prix nie zawsze tak było...

PS. Zbliżała się północ, a ja z Zengim zbliżaliśmy się do parkingu. Tym razem samochodowego.

Ja: Grzesiek, który to ten Twój samochód? ­ pytam, mając przed oczami kompletną ciemność i wielkie pole z trzema, może czterema autami.

Zengi: Tamten czarny, tam w rogu. ­ odpowiada Grzesiek.

Ja: Ten, który z włączonymi światłami?!

Zengi: Nieeee, no coś Ty! On nie ma włączonych świateł...  ­ nadal spokojny Grzesiu.

Miał. Rozładowany akumulator też miał.

W kolejnej godzinie przekonałam się jeszcze raz, jak bardzo mistrzowski jest team Magica.

Panowie, bez Was toby się nie udało! :­)))

Kolejna żużlowa przygoda za mną. ;­)


Autor: Daria Kabała, dziennikarz NC+

Zdjęcia i film wykonano Samsung Galaxy S7

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje